Biznes na dodatkach do wnętrz. Jak zarobić na dwóch produktach dziennie

- Te elementy miały kiedyś inne życie. My przekształcamy je w funkcjonalne, designerskie obiekty - mówią o swojej działalności Paulina i Bartek Bieleccy, właściciele warszawskiej firmy Rec.On. Ich pomysł na biznes to nietypowe dodatki do wnętrz. Wszystkie produkty powstają ręcznie z materiałów pochodzących z recyklingu, głównie ze zużytych części samochodowych oraz z drewna i szkła z odzysku.

W ofercie firmy są lampy, wieszaki, stojaki i stoły. Komponenty do produktów pochodzą z demontażu silników – np. kółek rozrządu i elementów skrzyni biegów. Właściciele mówią, że promują nurt upcyklingu, czyli wykorzystania odpadów w zupełnie nowej formie.

Mieszko Rozpędowski: Państwa działalność to biznes z przekazem?

Paulina i Bartek Bieleccy: Tak, promujemy design społecznie odpowiedzialny – nie tworzymy kolejnej rzeczy do domu, która pochodzi z produkcji masowej. U nas każda lampa, każdy stojak jest innym, unikatowym produktem. Pochodzi z inaczej zużytych części, ma swój certyfikat i indywidualny numer.

Skąd pomysł na taki biznes?

Odkryliśmy urok tych rzeczy, kiedy zaczęliśmy myśleć o urządzeniu biura. Wówczas zastanowiliśmy się, dlaczego nie zrobić czegoś takiego dla innych? Pomyśleliśmy, żeby zainteresować ludzi czymś designerskim, ekologicznym i na wysokim poziomie.

Czym zajmowali się państwo wcześniej?

Od 9 lat prowadzimy w Skierniewicach stację demontażu pojazdów. Dzięki temu dużo łatwiej pozyskujemy części, z których tworzymy nasze produkty. Tam są one przez wiele godzin spawane, polerowane, szlifowane i lakierowane. Proces czyszczenia trwa ok. 70 proc. czasu całego cyklu produkcyjnego. Zatrudniamy dwóch doświadczonych rzemieślników i współpracujemy z podwykonawcami.

Ile trzeba było zainwestować?

Firma założyliśmy w 2015 roku. Zainwestowaliśmy ok. 150 tys. zł, głównie w wynagrodzenia pracowników i podwykonawców, materiały produkcyjne, narzędzia oraz reklamę.

Jak wspominacie początki?

Byliśmy zadowoleni. Pierwsza sprzedaż pojawiła się na targach designu, po ok. miesiącu działalności. Dziś sprzedajemy i online i stacjonarnie – m.in. w warszawskim Showroomie Stalowa 52.

Jaki jest koszt prowadzenia takiej działalności?

Ok. 10 tys. zł miesięcznie. To głównie wartość wynagrodzenia dla pracowników i koszt materiałów produkcyjnych. Sam surowiec do produktów pozyskujemy za darmo.

Co jest największym problemem w tym biznesie?

Głównym problemem jest zamożność naszego klienta. Z uwagi na ilość pracy, którą wkładamy w tworzenie każdego produktu, nie jest on rzeczą tanią, jak z półki w supermarkecie. Ceny naszych produktów zaczynają się od 400 zł. Nasi docelowi klienci stanowią tylko kilka procent. Kolejnym problemem jest odnalezienie tych klientów i dotarcie do nich.

Czy konkurencja na rynku jest duża?

Marki tego typu są już w Polsce i pojawia się ich coraz więcej, ale rynek wciąż jest nienasycony. My czujemy się wręcz misjonarzami, pokazując, że upcykling może być na dobrym poziomie.

Macie państwo sprawdzony sposób dotarcia do klienta?

Możliwości jest kilka. Są to zarówno social media i internet, marketing szeptany, jak również prasa branżowa.

W jakim tempie rozwija się działalność?

Początkowa sprzedaż wynosiła ok. dwa-trzy produkty miesięcznie. Dziś sprzedajemy ich średnio 20. Z naszych usług korzystają zarówno klienci indywidualni, jak i hotele, restauracje czy kawiarnie. Nie zależny nam jednak na sprzedaży masowej. Poza tym proces produkcji jest na tyle długi, że nie jesteśmy w stanie wyprodukować więcej niż dwóch małych produktów dziennie.

Plany na przyszłość?

Polski rynek jest dla nas bardzo ważny, ale planujemy również zdobycie rynków zagranicznych.

Autor: Mieszko Rozpędowski

BONUSY I PARTNERZY

więcej bonusów

WYDARZENIA I SZKOLENIA

więcej wydarzeń

NASZE ARTYKUŁY

więcej artykułów
Bank Zachodni WBK rusza z programem „Kupuj u sąsiada” “bankITup” - Hackathon Banku Zachodniego WBK. Rusza rekrutacja.

PRODUKTY I USŁUGI

więcej produktów